niedziela, 19 grudnia 2010

winda

Byłam z siostrą w pewnym budynku z windą. Winda miała na drzwiach wywieszoną informację o awarii. Jakaś laska nie zauważyła ostrzeżenia i do niej weszła, nie zdążyłyśmy jej zatrzymać. Okazało się, że winda podzieliła się na dwie, nierówne części. Jedna, szeroka, była normalnie, na poziomie podłogi aktualnego piętra. Druga - była głęboką, bardzo wąską, prostokątną studnią (bez wody :D). Dziewczyna wpadła właśnie do tej studni. Po chwili strasznej ciszy usłyszałyśmy - odgłos jej spotkania z dnem :D żyła, zaczęłyśmy z nią rozmawiać o możliwościach ratunku.

piątek, 17 grudnia 2010

rdza

Każdy mikrofon w naszym mieszkaniu zardzewiał. Nie przejęliśmy się tym i nagrywaliśmy rudymi mikrofonami...

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Dżemik

Śnił mi się dżem o smaku banana i kołacińskiej. Kołacińska to była przyprawa, nie Kasia z akustyki. Nie chodziło o zmielenie Kasi, po prostu rosła sobie na plantacjach i nawet Kamis ją sprzedawał. Była dość słodka i miała wyraźny zapach, jak np. goździki. :)

niedziela, 5 grudnia 2010

Puławy!

Miasto Puławy, gdzie co roku odbywają się warsztaty muzyczne, było położone w cudownym lesie - coś jak przyroda Pandory (z filmu Avatar oczywiście). Jadąc tam rozmyślałam, jak cudownie będzie skakać po 30-metrowych drzewach i codziennie rozkoszować się TAKIMI widokami...

W zapisie sporządzonym zaraz po przebudzeniu jest jeszcze "cudowny czarodziejski sweter". Szkoda że nie pamiętam co się z nim działo. ;)

piątek, 3 grudnia 2010

wielokrotna kontrola

Jechaliśmy autobusem i na jednej trasie były 3 kontrole biletów:
Podczas pierwszej dostałam mandat (nie pamiętam za co, ale nie za brak biletu).
Przy drugiej każdy posiadający bilet dostał dużą, ceramiczną łyżkę z napisem MPK i w trakcie trzeciej kontroli cały autobus pomachał łyżkami kontrolerom i już wiedzieli że mamy sprawdzone bilety. :)

śniegościanka

Adaś miał w przedpokoju śniegowe ściany. Można było stanąć w połowie ich wysokości na takim jakby schodku. I wcale się nie topiły w temperaturze pokojowej!

czwartek, 2 grudnia 2010

Prrrawie latałam. ;)

Wspinaliśmy się na góry Solińskie, pomagając sobie linkami żeglarskimi. (Góry Solińskie zostały stworzone na potrzeby mojego snu - to pasmo górskie z czarnej skały otaczające podkarpackie jezioro Solińskie. Dookoła rozciąga się przepiękny widok na wodę, łąki, drzewa... niesamowitości!!) Gdy byliśmy na górze, napawaliśmy się pejzażem i skakaliśmy w przełęcze - spadając obserwowaliśmy przesuwające się krajobrazy. Uwielbiam sny.

środa, 1 grudnia 2010

Mikołaju :(

Z rodziną wręczyliśmy sobie prezenty z okazji dnia Św. Mikołaja. Wszyscy dostali świetne rzeczy, a ja... suszone pestki granatu, witaminowy suplement diety dla zmęczonych matek. ;o I płakałam. Bo to nie był fajny prezent. :( Leżałam na skrzyżowaniu Lisa-Kuli z Zamkową w Rzeszowie i płakałam. A dookoła pełno samochodów stojących w korku...