czwartek, 29 lipca 2010

nie bardzo wiem co.

Zawsze po przebudzeniu, zanim zapomnę, skrótowo zapisuję sny w telefonie, jako że jest to pierwsza pisząca/zapisująca rzecz którą mam pod ręką. I mam taki jeden zapisany przed dwoma dniami, ale jak w niego patrzę, to zupełnie nie kminię, komentarze moje dopisałam w nawiasach:

"Film Św. Jola Woody Zakonnica w przebraniu (Jola - ciocia, pewnie to był jakiś film Woody'ego Allena o tym że była święta, ale tak właściwie to tylko przebrana za zakonnicę...), na stole ją złapałam, wózek/garnuszek perkusistka, blues brothers, 4 rzeczy, Gregor buty w bałaganie, sanatoriproby (wtf?!), fade to black (już drugi raz mi się śni ten utwór! Ciekawe czy znajdę w senniku...), mikrofony, kawiarnia, (iii tu już w ogóle nie ogarniam:) Zamknąć wszystkich w słoikach i wybrać najlepszy"

środa, 28 lipca 2010

osąd

Po egzaminie z realizacji i nagłaśniania każdy dostał wyniki w formie wykresu na dużym bristolu. Zebraliśmy się też w wielkiej auli (typu audytorium maximum), gdzie odbyło się przedstawienie tych wyników. Prowadzący wywoływali nas po kolei i obśmiewali wszystkie głupie błędy :P później chciałam wrócić do mieszkania i szukałam po lesie roweru, bo GDZIEŚ MUSIAŁAM GO TU ZOSTAWIĆ... a kto chciał ten mógł podjechać wynajętym autobusem na pętlę na Sobieskiego.

wtorek, 20 lipca 2010

Kalisz!

Śniła mi się wielka akustyczna wycieczka do... Kalisza :D na dworcu Paulinka pokazała mi swój stetoskop, który można było podłączyć do komórki, a wówczas świecił, robił się na nim wyświetlacz i można było słuchać muzyki przez słuchawki (miał małe jack-i). Podjarałam się taką zabawką więc spóźniłam się na pociąg... tzn wsiadłam w ostatniej chwili, ale nie wiedziałam czy to do właściwego. Okazało się, że tak, pociąg był dobry, ale pomylił trasę i musiał się cofać, co zajęło jakieś pół dnia. Jak już byliśmy w Kaliszu to mieszkaliśmy w ośrodku dla narkomanów.

Z Bartkiem wynajmowaliśmy pokoje w domu jednorodzinnym. Miał ogromne biurko i dużo szafek więc trzymałam w jednej z nich swoje nuty, ale przyszedł dzień kiedy Bartek powiedział DOŚĆ! i wywalił moje rzeczy z jego szafek. Bo w sumie to nie potrzebuje tylu mebli, no ale są jego, nie moje. A ja się zdrzaźniłam. ;)

Śnił mi się też "futerał" na laptopa, pudełko z szarego (sweterkowy melanż) plastiku.

Próbowałam właśnie wygóglować takie pudełko żeby Wam zobrazować moją wizję, ale po wpisaniu, wydawałoby się, odpowiednich słów kluczowych, znalazłam... majtki z silikonowymi pośladami ;p

poniedziałek, 19 lipca 2010

u fryzjera

Śniło mi się, że u fryzjera była wielka promocja, przez cały dzień ścinali za darmo. A jak ktoś chciał jeszcze pofarbować albo pokręcić włosy to musiał zapłacić 1 zł. Kiedy w końcu przyszła moja kolej, jakaś dziewczynka podała mi małe lusterko do ręki i grzebień. Zdziwiłam się, po co mi takie małe lusterko u fryzjera, ale okazało się że nie ma miejsc na krzesłach przed lustrami.
Zabrali mnie na półpiętro, gdzie była wielka kanapa i tam mnie obcinali, a ja miałam się patrzeć w to małe lusterko. Kanapa była jakby na kółkach i na nierównej powierzchni, więc ciągle jeździła.

Musiałam ją też przesunąć, żeby przepuścić człowieka przebranego za wielkiego, okrągłego kurczaka.

Ilo doradzała mi co zrobić z włosami, a fryzjer machnął kilka razy nożyczkami i zniknął bez słowa.

Swoją drogą, Prahu kupował kawalerkę w domku z cegły, w którym kiedyś mieszkał Fryderyk Chopin, na ulicy Fryderyka Chopina. Kto w ogóle robi kawalerki w domach jednorodzinnych?

niedziela, 18 lipca 2010

pks

Taki zabawny zapamiętany urywek z nocnej podróży pksem... Śniło mi się jakieś CUDOWNE ROZMNOŻENIE produktu spożywczego typu coca-cola lub mars (w każdym razie coś masowego, znanego i dostępnego wszędzie)...

piątek, 16 lipca 2010

w pociągu...

Kiedyś, gdy przysypiałam jadąc pociągiem, obudził mnie straszny sen. Ta wizja zrobiła na mnie TAK WIELKIE wrażenie, że aż się obudziłam. Śniło mi się, że Polska sprzedała dostęp do morza Niemcom...

środa, 14 lipca 2010

wiater

Jechałam windą na 16 piętro wieżowca. Na każdym piętrze nie wysiadało się w korytarzu, ale na otwartą przestrzeń (chyba coś typu parking kilku-poziomowy ale było więcej miejsca, powietrza i światła). Tego dnia było bardzo wietrznie. Kiedy drzwi windy otworzyły się na 16 piętrze, wiatr był TAK DUŻY, że nie dało się wysiąść ani oddychać... a ja miałam coś tam załatwić... ale stchórzyłam, nie dałam rady i pojechaliśmy na dół:P a na dole były meeega wieeelkie hamburgery, nawet najgłodniejsi mięsożercy (mężczyźni) wymiękali ;) chyba za dużo zapomniałam z tego snu...

wtorek, 13 lipca 2010

rajstopa

Dziś w nocy miałam fortepian. Wieelki, czarno-biały fortepian. Ktoś mi go dał, skoro mnie na takie rzeczy nie stać (no bo jak to, nie mieć fortepianu?!). Tak po prostu - "mam zbędny fortepian, to Ci dam".

A na uczelnię chodziłam z walizką. W środku były sanki, hula-hop, wielka okrągła zielona karimata (była odwzorowaniem podkładek na stole w naramowickiej kuchni, tylko w innej skali - to pewnie przez oglądanie pewnych bajek przed snem - Link). Była też jakaś kolorowa karimata, której Prahu zamalował wszystkie białe miejsca sprayem w czarno-białe kwiatowe wzory. To nie był zwykły, czarny spray, tylko od razu malował czarno-białe kwiatowe wzory typu rajstopa (przykład - link), i to za każdym razem inne...

poniedziałek, 12 lipca 2010

placek :(

Śniło mi się że Bartek zjadł mi przywieziony z domu placek (i na moje oburzenie odpowiedział miną typu "no o co ci chodzi babo..."). Boję się sprawdzić lodówkę... :P

piątek, 9 lipca 2010

Bimba *

Byłam kierowcą tramwaju, zatrudniona jako listonosz przez Pocztę Polską. Jadąc przez teatralkę od strony Fredry na Jeżyce zorientowałam się, że moje tory się kończą zaraz za skrzyżowaniem!! Trochę nie wiedziałam co robić, bo kończyła się tylko prawa szyna a po lewej stronie zaczynało się mnóstwo takich którymi można było gdzieś dojechać... Wpuściłam tramwaj wjeżdżający z prawej strony, a z niego wysiadła Anitka Hajman (też była motorniczym :D) i własnymi rękami przestawiła swój tramwaj z kończących się torów na kolejne, którymi można było jechać dalej. Uszczęśliwił mnie ten widok bo wiedziałam już co zrobić! Wysiadłam więc i zrobiłam to samo ze swoim. :D Później, żeby wjechać pod górę baardzo wąską ścieżką, trzeba było gołymi rękami odkopać szyny spod gruubej warstwy śniegu... wszyscy wymiękli ale ja kopałam dalej i przyszły do mnie dwie dziewczynki z kartkami do chłopaków, czy mogę im zanieść na pocztę skoro jestem listonoszem... dalej działo się dużo ale już nie chce mi się opisywać, nie wszystko było ciekawe ;)

* Bimba - z gwary poznańskiej - tramwaj.

wtorek, 6 lipca 2010

Motyw akustycznego autobusu.

Po raz pierwszy miałam sen typowy np dla muzyków - mam za chwilkę wejść na scenę i grać koncert, ale nie mogę znaleźć nut... przerzucam te sterty kartek, czas ucieka a tu nie ma akurat tych utworów które mam grać! :P ("Aria i Burleska" - Szałowski i "Fade to black" - Metallica). Poza tym to na koncercie grali też Dumer (koncert skrzypcowy) i Kasia Kołacińska (jakiś utwór na wiolonczeli) ;)

Śnił mi się po raz kolejny akustyczny autobus, tym razem był piętrowy i jechał przez pola i zboża (taak, sielana...). Była też kawiarnia w której w ramach zajęć oglądało się film o tematyce kawowej a wybierało się go z Menu które przygotował Doktor Konieczny! (z tymi filmami to czuję wpływ niemieckiego i Pani L.!)
Menu kaw było skonstruowane specjalnie dla ludzi z naszego roku, zapamiętałam tylko 3 ;( rodzaje:
dla Madzi Borowiak (bo zna biegle 3 języki obce)
dla Abdula i Ramiego
dla Michała Kowalika - i tu Doktor odradził mi ten wybór bo te kawy są zbożowe, bezkofeinowe więc słaabe. Ale ja wybrałam właśnie tą... (kawa dla leszczy? ;D)
A Dudi miał irokeza :)

Idę śnić nowe historie!

niedziela, 4 lipca 2010

Panda.

Śniło się kilka dni temu (to wybór ciekawszych fragmentów snu):

Obserwowałam nagranie faktów TVN. Za dwoma przeszklonymi ścianami stał wielki stół przy którym siedział Tomasz Lis i kilka znanych osobistości (nie pamiętam już kto). Pan Lis opowiadał same śmieszne historie, dużo gestykulował i kładł się ze śmiechu na stole. Za nimi stało mnóstwo moich koleżanek, wszystkie, ubrane w białe koszule i czarne spódniczki, podkładały do tych faktów śmiech jak w sitcomach. W kącie przy tym stole siedział jeszcze pewien doktor z naszej uczelni, ale się nie śmiał...

Byłam też w kamieniołomie, mimo wielkiego zakazu wstępu ]:-> wybierałam tam małe kamienie, które później miałam piec (pieczone kamyczki z ogniska...?). Przyjechał spychacz który oprócz kamieni wrzucał tam jajka w ptasich gniazdach i musiałam uważać żeby jakieś mi się nie roztłukło na głowie (to pewnie odniesienie do poznańskiej knajpy w której sąsiad rzuca jajkami w siedzących w ogródku klientów i do nocnego smsa od Gregora o takim zajściu ;)).

Najbardziej podoba mi się moment tego snu, w którym pani obejmująca wieeelką, flegmatycznie wyrywającą się i krzyczącą jak w zwolnionym filmie pandę (zwierzę) dziwiła się że panda nie chce mieć ładnych zdjęć. Wrzuciła ją do wielkiego basenu (co najmniej 10 metrów głębokości), panda spadała w dół jak w zwolnionym filmie i cały czas robiono jej zdjęcia. Odbiła się od dna, wypłynęła na powietrze i w nagrodę dostała butelkę szampana, którą to obierała sobie ze sreberka żeby ją otworzyć i wypić.

A co Wam się ostatnio śniło? ;)