wtorek, 30 listopada 2010

Ku przestrodze

To nie sen: jeśli nagle zmienicie swoje ułożenie w łóżku o 180 stopni - uważajcie przy nocnym wstawaniu (po ciemku i na autopilocie) żeby nie przywalić głową w ścianę...

środa, 24 listopada 2010

czerwone fotele

Na wydziale mieliśmy salę z komputerami, zamiast aktualnych stanowisk w korytarzu. Przed częścią kompów stały wielkie, niesamowicie wygodne czerwone fotele, przed resztą - wielka, niesamowicie wygodna czerwona sofa. Obok mnie siedział jeden z wykładowców. Kokosił się i wiercił, aż w końcu zasnął - leżąc w fotelu na brzuchu. To dosyć trudne ułożenie więc wyglądał przekomicznie... Zabawnie oglądać takich ludzi w tego typu sytuacjach, sny są super! :D

Później była dziwna historia w obskurnym pokoju - wchodzenie do lodówki przez szafkę... a dalej przez lodówkę wchodziło się do innego świata! Zagapiłam się i nie zdążyłam za moimi przewodnikami, magiczne przejście się zamknęło i mogłam z nimi tylko rozmawiać przez drzwi od lodówki, lecz nie mogłam do nich dołączyć. :(

niedziela, 21 listopada 2010

nie polecam.

Dziś w nocy skracałam sobie włosy obcinaczem do paznokci. Ciężko szło...

Nie próbujcie tego robić w domu!

środa, 17 listopada 2010

w samolocie

Leciałam samolotem, który w środku wyglądał jak mieszkanie. Przysypiałam smacznie w fotelu, aż obudziły mnie duszności i hałas. W kabinie spadło ciśnienie więc wysunęły się maski tlenowe. Były w formie woreczków z dziurką, przez którą trzeba było wciągnąć tlen. Stuart spokojnie pokazywał każdemu po kolei jak należy ich używać. Później poszliśmy do innego pomieszczenia na ciastka.

środa, 10 listopada 2010

dużo fajnych

W trakcie imprezy na Naramowicach postanowiłam pojeździć windą, ot tak, bo to przecież bardzo zabawne... ;) Jednak winda, zamiast mnie przetransportować na 1 piętro, zaczęła szybko jeździć w górę i w dół! Z przerażeniem obserwowałam zmieniające się cyferki od 1 do 5 (blok ma 4 piętra więc ta piątka tym bardziej mnie wystraszyła)! W panice wciskałam na oślep różne przyciski, a nuż się gdzieś zatrzyma... Usłyszałam ludzi na korytarzu. Krzyczałam, wzywałam pomocy, wciskałam dzwoniący guzik, jednak nikt nie zareagował. Nie miałam przy sobie telefonu, ale w windzie i tak nie ma zasięgu. :P Przycisk otwierający drzwi też nic nie zmieniał! W końcu, gdy "nadusiłam" (:P) go tak bardzo, że cofnął się o kilka centymetrów w głąb tablicy, dźwig się zatrzymał i mogłam wysiąść. Ufff!


Szłam w Krakowie z dworca pkp do gabinetu lekarza. Mimo że to blisko, troszkę mi było nudno i straszno iść samej, więc zadzwoniłam po Stasia! Bez wahania się zgodził! :* Szliśmy przez park ponad godzinę, zaczęło się ściemniać... Trafiliśmy na schody. Bardzo strome, niemalże pionowe, z kamiennymi, wąziutkimi stopniami, a było ich tak dużo, że ginęły we mgle jak szczyty gór. :P Trzeba było się po nich poruszać jak po ściance wspinaczkowej. Zadzwoniłam do mamy, przecież powinna wiedzieć jak to ominąć. W trakcie tej rozmowy ze schodów zszedł ktoś z zegarkiem przywiązanym różową tasiemką do mojej ręki. Szybko ją odwiązałam, żeby mnie nie posądzał o próbę kradzieży.


Gotek wszedł do mojego mieszkania przez balkon. Skradał się robiąc różne figury, przekształcał się w nie jak bohater kreskówki: robił trójkąt z całego ciała (leżąc na brzuchu) >puff< zmieniał się w unoszący się i obracający się nad podłogą okrąg >puff< zastygał w pozie Egipcjan ze starożytnych fresków >puff< udawał superbohaterów. Przyszli koledzy, mieli cudowną rozrywkę - kto wytrzyma najdłużej bez oddechu, ten wygrywa! Jednak się pokłócili i rozeszli.


Z Zujem opracowaliśmy plan podrywu dziewczyny, która mu się podobała. Wzięłam ją do jakiegoś pokoju, gadałyśmy siedząc na kanapie. Wtedy zauważyła, że pod narzutą jest mocno wypukło. Spod koca wychylił się Zuj i PONĘTNIE mrugnął okiem, więc laska musiała na niego polecieć! ;)

poniedziałek, 8 listopada 2010

mniaaam

Śniło mi się dziś przepyszne ciasto czekoladowe!!!!!

Kupowałam je u miłej pani na straganiku. Kiedy przyszłam po raz kolejny, miała na stole górę słodyczy: rogale, rogaliki, placki, bilety na koncert Hancocka :D, książki o nim i ciastka w kształcie literek z których można było ułożyć napis HERBIE HANCOCK. I pomagałam pani znaleźć ciasto czekoladowe w tej górze wypieków (wszystko było popakowane w porcje). Przy okazji trafiłam jeszcze na ciasto toffi i kupiłam obydwa...
Mniam! Ktoś ma ochotę na wspólne pieczenie?! :D

(Bo wieczorem czytałam przepisy na muffiny, a plakat Hancocka nad łóżkiem w końcu musiał wpłynąć na sny. Czekam na jakieś fajne z Nickiem Cavem!!!!)

niedziela, 7 listopada 2010

Brad Pitt :)

Brad Pitt przebrał się za superbohatera żeby bawić dzieci... najpierw przywdział świecące getry i body, później chciał ubrać rajstopy ale że były na niego za wąskie, przywiązał sobie do brzucha sznurkiem i tak zwisały w dół "nogawkami". Wygłupiał się w tym przebraniu i aparatem fotograficznym nagrywał filmiki, żeby je wrzucać na YouTube.

Nie wiem czy po takim wstępie będziecie mi zazdrościć że miałam później z nim romans... :D ale nie był już przebrany za superbohatera. Angelina nic nie wiedziała, może mi podskoczyć!


Poza tym byliśmy na szkolno-akustycznej wycieczce w Szklarskiej Porębie i wychowawca nie zabrał nas ani razu w góry na szlak... ciągle tylko siedzieliśmy w ośrodku i mieliśmy głupie zajęcia. Bez sensu!

środa, 3 listopada 2010

hm.

W dzisiejszym odcinku ciężarówka firmy Fotis sound wjeżdżała po zewnętrznych schodach na 3 piętro zamku. Bo po co nosić paczki skoro można je wpakować do samochodu? Patrzyłam na to pijąc drinka z chochli do zupy.

poniedziałek, 1 listopada 2010

uzdrawiamy!

Duża ilość badań krwi w ostatnim czasie najwyraźniej odcisnęła piętno na mojej psychice ;)

Jeden z akustycznych wykładowców stał przed komputerem wyglądającym jak biletomat (ten sam kształt, wielkość i dotykowy ekran). Na szczycie komputera znajdowała się wielka probówka z moją krwią. Był to rewolucyjny sposób leczenia wszelkich chorób: pobierano krew, analizowano, następnie oddzielano osocze i dodawano do niego różne substancje. Taką mieszankę wstrzykiwano znów do żył, odpowiednia kombinacja substancji mogła zwalczyć dowolną chorobę, nawet te dotychczas uznawane za nieuleczalne. Piękny sen!!

Kazano mi opuścić pomieszczenie, więc siedziałam u wydziałowej higienistki (:D) Kiedy wyszłam po 40 minutach, o zgrozo, nie chcieli mi wstrzyknąć mojego uzdrawiającego osocza! Miałam patrzeć jak ktoś je wypija i na podstawie mojej reakcji coś określano... (nie pamiętam co, czy może stopień choroby, czy skuteczność leczenia?! :D)